Recenzja

DC Cinematc Universe w kolorze – recenzja Suicide Squad

Oj jak źle było z DCCU po premierze Batman V Superman Dawn of Justice. Tak źle, że aż Geoff Johns przejął stery po Zacku Snyderze w celu naprawy tego czym miało być ‚Snyderverse’ – mroczne filmy superhero gdzie tylko matka może pomóc w ocaleniu od śmierci, a powodzie występują bardzo często z powodu niezwykle częstych ulewnych deszczy.

I Suicide Squad jest przykładem przejścia między ponurym i tworzonym nieco bez ładu i składu Synderverse – chodź szczerze polubiłem Supermana do tego co zapowiada się przez trailery Wonder Woman czy Justice League czyli pełna kolorów i wyraźnych charakterów uniwersum w stylu Marvela. Jaki więc jest sam Suicide Squad (dlaczego nie można było tego przetłumaczyć na Szwadron Samobójców/Straceńców)? Odpowiedzi na to znajdziecie poniżej. Tekst nie zawiera spoilerów i nie ujawnia faktów, które nie były by ukazane w trailerach. Spoilerowe przemyślenia znajdą się w kolejnym tekście.

ceba46ed7c7cd79ac9d8670ea86cb41b6644604b95aac7927cde7e2655f97c19
Jest trochę kolorów.

W filmie mamy historię specjalnego oddziału do zadań specjalnych, a właściwie misji samobójczych, złożony tym razem wyjątkowo z tych złych. Sam pomysł jest świetny, gdyż serie komiksowe traktujące o misjach tej drużyny sprzedają się świetnie. Poza tym, w końcu możemy bliżej się przyjrzeć złoczyńcom, poznać ich motywacje, bądź historię.

Tak jest również prowadzona sama akcja, oddział zostaje wysłany na misję, jeśli się spiszą, mają skracany wyrok, jeśli misja zakończy się niepowodzeniem lub ktoś z zespołu przestanie słuchać rozkazów – nanobomba zrobi z jego/jej szyi miejsce na kwiatki. Taki układ zmusza ich do działania i przez co jesteśmy w stanie obserwować jak tworzy się ‚drużyna’.

Sama akcja prowadzona jest w dość klasyczny sposób, historia jakich wiele – oddział ma uratować świat, ale za to przyprawiona niezwykłymi charakterami. Mamy tutaj płatnego zabójcę, wariatkę, krokodyla, amigo z pirokinezą, australijskiego miłośnika jednorożców oraz niespełnionego alpinistę. Tak można oczywiście w skrócie opisać bohaterów, wyciągając karykaturalne opisy. No i jest jeszcze człowiek, który krwawi na biało-czerwono-niebiesko. I o ile nie chcę się skupiać na samej akcji, gdyż wolę ominąć spoilery, skupmy się na kreacjach bohaterów.

Na początku filmu mamy zapoznanie ze wszystkimi typami spod czarnej gwiazdy jak i szefową tego cyrku – Amandą Waller. I jak mnie ucieszyło, że jest to naprawdę wiernie odwzorowana pani dyrektor A.R.G.U.S. – bezkompromisowa, pewna siebie, nie bojąca się konsekwencji Amanda. Jeżeli ktoś pamięta kreskówkę Liga Sprawiedliwych – to jest to ta sama babka. Viola Davis spisała się niesamowicie i czekam na kolejne występy pani dyrektor. To ona właśnie przedstawia członków Task Force X – oficjalna nazwa jednostki, swoim przełożonym.

Deadshot grany przez Will’a Smitha udowadnia, że kolor skóry w niektórych castingach jest naprawdę nieważny, jeżeli aktor może stworzyć dobrą rolę. Historia związana z córką i byciem strzelcem który nigdy nie trafia daje dobre podłoże, z któego Will Smith korzysta i naprawdę polubiłem tą postać, bo jest wiarygodna na swój komiksowy sposób.

Rick Flag jest kolejną postacią wiodącą w filmie, a jego postać, no cóż – wzbudziła we mnie mieszane emocje. Jest wojskowym ma pewne problemy, jego stosunki z zespołem i szefową, są dosyć chłodne jednak czegoś mi tutaj brakowało.

Pozostała część zespołu, poza chyba najgłośniejszą ze wszystkich Harley Quinn, o której za chwilę, wypada naprawdę dobrze. Capitan Boomerang będący trochę comic reliefem w tym zespole ukazuje mentalność zwykłego złodzieja, chłop ma tok myślenia prosty, a podejście do życia – bardzo luźne. El Diablo mnie zaskoczył, gdyż jego wątek też jest rozbudowany i chyba jest najspokojniejszy ze wszystkich w zespole co podkreśla fakt, że sam oddał się w ręce organów ścigania. Killer Croc natomiast zaskoczył mnie najbardziej ze wszystkich, gdyż mimo zapowiedzi pokazał się z ciekawej strony, a chodź nie jest zbyt gadatliwy, to jak już coś powie to w punkt. No i mamy jeszcze postać Katany – ochroniarz Rika Flaga rodem z Japonii – posiadaczka zaklętego miecz, którym swoją  świetnie operuje. Dodatkowo jest Slipknot, ale on nie wnosi zbyt dużo do zespołu – ot po prostu jest.

No i została gwiazda – Harley Quinn grana przez Margot Robbie. Oj dziwna to jest kreacja, bałem się podobnie jak wiele innych osób o to jak wyjdzie Harley, zwłaszcza, że wymagania były wysokie, po premierze Deadpoola chyb a nawet jeszcze wyższe, gdyż fandom tych postaci jest podobnie wielki. Moim zdaniem cała postać Harley została zagrana zbyt… zachowawczo. Odnosiło się wrażenie, że brakuje trochę bardziej głupkowatego głosu, wyższej tonacji, fantazyjnego ruchu, takiej kropki nad i. Widać jednak potencjał. A skoro już przy Harley jesteśmy to przecież jest też z nami mister J….

suicidesquad1
Król i królowa Gotham

… Oj to może być naprawdę dobry Joker. Jared Leto fajnie oddał inną część Jokera, zupełnie inną od inkarnacji Nicholsona czy Ledgera, ten tutaj jest wymieszaniem gangstera, socjopaty oraz klauna. Sam udział w filmie nie jest zbyt duży, jednak dobrze pokazuje, że ten Joker nie przebiera w środkach i na swój pokręcony sposób Harley jest mu bliska.

I tym właśnie o to wachlarzem postaci akcja jest popychana do przodu, czasem widz może odnieść wrażenie, że za szybko i niektóre z elementów mogą najzwyczajniej umknąć uwadze. Warto jednak dodać, że w ty filmie relacje są budowane w sposób zdecydowanie bardziej naturalny niż w poprzednich filmach DC, a większość kwestii jest naturalna i rzadko kiedy wyczuwa się taki”wymuszony” tekst. Humor nie jest może najwyższych lotów, aczkolwiek nie ma rzucania fakami na lewo i prawo, humor sytuacyjny jest obecny i swoją drogą są to najmocniejsze elementy Harley.

Od strony technicznej nie mam nic do zarzucenia, film był miły dla oka, efekty nie raziły sztucznością, a obecne kolory były naprawdę zapowiedzią lepszej drogi DCCU. Jeśli mówimy już o oprawie video, to audio jest też na wysokim poziomie, a sam soundtrack polecam przesłuchać – jazda samochodem czy kolejna godzina spędzona przy ulubionej grze mija dużo weselej.

Sam film podobał mi się, po ciężkim dniu, pójście do kina sprawiło mi frajdę i nie czuję poczucia, że zmarnowałem dwie godziny z życia. Nie jest to co prawda wybitna produkcja, ale wpakowano tu ciekawe postacie, które znacznie rozbudowują galerie szwarccharakterów – mimo, że niektórzy nie są aż tak groźni. Ten film byłby zdecydowanie lepszy, gdyby te postacie były bardziej znane, jednak to nie jest aż tak duża wada, bo są wprowadzane w bardzo przejrzysty sposób, warto jednak dodać, że większość z nich powróci w kolejnych filmach.

W samym filmie znajduje się kilka smaczków, z czego jeden jest czarno-czerwony i ucieszy wielu fanów. Sam chętnie obejrzę film w poszukiwaniu kolejnych, gdyż pierwszy seans nie pozwala mi się skupić na pewnych elementach czy też easter eggach.

Komu warto polecić film – jeśli masz wolną chwilę i chcesz się rozerwać – idź. Jeśli lubisz te postacie, śmiało też możesz udać się do kina. Nie jest to film przełomowy, odkrywczy, ale naprawdę solidny kawałek kina. Recenzje negatywne pojawiają się pewnie ze względu na przesyt komiksowymi adaptacjami – to już piąta, ale w moim odczuciu zapominamy jak to Marvel zaczynał (ten nieszczęsny Iron Man 2), dajmy się rozkręcić, a Batman zbierze zespół i będziemy się bawić dobrze. Osobiście liczę na kontynuację Suicide Squad, gdzie już trochę  twórcy poszaleją z formułą, a my – widzowie, tylko na tym zyskamy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s